Stara, dobra formuła.

Adam skończył jeść obiad.

„Dzięki mamo, wspaniały kurczak.” Powiedział Adam.

„Ale synu… to nie był kurczak…”

„Jak to?”

„Mieliśmy ostatnio sporo problemów finansowych.”

„No tak, i co z tego?”

„Nie stać nas na kurczaka.”

„To co ja właśnie zjadłem?”

„Upiekłam przejechanego skunksa, którego znalazłam po drodze do kościoła.”

Adam wstał powoli i powiedział trzęsącym się głosem:

„Chcesz mi powiedzieć, że właśnie zjadłem stęchłego skunksa, którego przejechało jakieś auto?”

„Ale on jest świeży! Został przejechany maksymalnie trzy dni temu.”
Adam chciał się uśmiechnąć, ale nie mógł już wytrzymać.

NATYCHMIAST pobiegł do kibla, tratując po drodze mamę, która przewróciła się i zrobiła dziurę w podłodze, przebijając się do Chin.

Adam zdjął portki i siadł na kiblu, dosłownie w momencie w którym kał zaczął ciec.

„OPUŚĆ ME CIAŁO SZATANIE!” wykrzyczał, podczas gdy gęste, brązowe gówno leciało z jego dupy w dół muszli.

Nagle pierdnął tak mocno, że kibel cały popękał. Adam musiał się złapać kibla, inaczej poleciałby w kosmos.

Kiedy myślał że już po wszystkim, nagle poczuł wstrząsy sejsmiczne dochodzące z jego dupy. Złapał się znowu kibla i zaczęła się runda druga.

Nasrał tak dużo, że wkrótce gówno zaczęłoby wypływać z muszli i zalało by mu cały dom, więc wcisnął guzik by woda zaczęła lecieć. Jednakże przez to mógł trzymać muszlę tylko jedną ręką, więc gdy przyszedł kolejny nuklearny pierd, prawie mu urwało rękę.

Po dziesięciu godzinach nieustannego srania i pierdzenia, dupa Adama była jak przeżuty żelek. Smród był nie do zniesienia, a ludzie ze wsi mówili, że ktoś nasrał tak dużo, że wszystkim we wsi eksplodowały kible i wystrzeliły z nich gejzery gówna, i teraz chcą zabić tego kogoś.

Adam ulotnił się zanim ktoś się dowiedział o jego sraniu, i wyleciał do Afryki by znaleźć legendarny skarb Króla Artura. Po dwudziestu-pięciu latach wykopalisk nareszcie go znalazł. Jednak było to jakieś skamieniałe gówno, które Adam wyrzucił i poszedł się powiesić.

Potem jakiś murzyn je znalazł, zjadł je i został BOGIEM. Okazało się, że był to stolec Jezusa, który postawił podczas swojej wycieczki do Demokratycznej Republiki Konga.

Murzyn zamienił wszystkich na świecie w murzynów, a potem sprawił że każdy jest nieśmiertelny. Przez to, że wszyscy byli murzynami i śmiertelność wynosiła 0%, już po pięciu miesiącach na Ziemi było 800 miliardów ludzi. I wszyscy byli czarni. W sumie nie wiem, po co o tym piszę.

 

KONIEC