Mike poszedł do kuchni by znaleźć coś pysznistego do zjedzenia w lodówce.

„Hmmm… są dwa jajka, jeden plasterek sera, butelka keczupu i trochę ptasiego gówna z wczorajszego obiadu.” powiedział, a następnie zajrzał do zamrażarki, „Tutaj… nie ma nic.”

Był naprawdę głodny i musiał coś ZJEŚĆ, i to szybko. Inaczej mógł UMRZEĆ. Nie chciał być jak te wszystkie mainstreamowe czarne dzieciaki, które umierały z głodu codziennie gdzieś w Afryce (gdziekolwiek to było), więc zdecydował że zje cokolwiek co znajdzie w domu.

Jednakże, gdy próbował połknąć swój telewizor, omal nie złamał sobie szczęki.

„Co za gówno… muszę znaleźć coś mniejszego i bardziej miękkiego.” powiedział do siebie, „Zaraz… ‚gówno’! Już wiem!”

Wtedy ściągnął portki, kucnął i dosłownie czarna dziura pojawiła się przed nim. Sięgnął do niej i wyjął rożek czekoladowych lodów.

„Dzięki czarna dziuro, nigdy mnie nie zawodzisz.” powiedział.

„Nie ma problemu, ziom.” Czarna dziura odparła, „Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, mój czarnuchu.”

Wtedy dziura zniknęła, a Mike podciągnął spodnie i zjadł pyszne lody.

KONIEC

Nie tego się spodziewaliście, co nie?