Mati wysrał się w kiblu szkolnym a następnie wrócił na korytarz do kolegów.

- Ej, Mati, właśnie rozmawialiśmy o tym, że jesteśmy ostatnimi gimnazjalistami. – rzekł Damian.

- No i co z tego? – spytał Mati.

- No to, że trzeba to uczcić! – odparł Paweł.

- Super! To co, składamy się na Picolo i kupujemy kilka paczek czipsów, i spotykamy się u mnie na maraton Laboratorium Dextera?

- Yyy, nie. – powiedział Damian. – Zamiast tego, zapalimy to ziele, które kupiłem wczoraj od znajomego z 3B.

Mati spojrzał na paczuszkę ziela.

- Czy to… marichuanen?!?!? Ale przecież… na religii ksiądz nas uczył że kto raz zapali ziele, ten pójdzie do piekła!

- Żal, ale down! – zaśmiał się Paweł. – No to teraz żeś powiedział, dawaj go Damian zlinczujemy!

Paweł i Damian aktywowali tryb eksterminacji i zaczęli sypać w Matiego rakietami samonaprowadzającymi, którymi strzelali z dupy. Na szczęście Mati miał w zanadrzu plan na taką ewentualność, i użył magii, by przywołać wielką kulę gówna, która zmiażdżyła Pawła i Damiana na śmierć.

Mati zorientował się, że Damian upuścił paczkę ziela.

- Hmmm… no może skuszę się na spróbę.

Mati zawinął ziele w papier toaletowy i zapalił.

Obudził się następnego dnia, kiedy to leżał na golasa w centrum miasta, które było usłane trupami, a budynki wyglądały jak po apokalipsie. Wszędzie wokół walały się obierki od bananów i usmyrane gównem podręczniki do fizyki kwantowej.

Mati wstał i złapał się za głowę z bólu.

- Jezus Maria, co tu się odwaliło?

Spojrzał na destrukcję, której dokonał w amoku, wywołanym zapaleniem ziela.

Mati doszedł do wniosku, że ziele to naprawdę dzieło Szatana, i poszedł do kościoła, by przemyć się wodą święconą z grzechu (i gówna, którym był upaprany), a następnie wyprowadził się do Kokodżambo, gdzie przekazywał nauki Jezusa murzynom.

KONIEC

Gdybym mógł zostać elfem, orkiem lub krasnoludem, wybrałbym orka, bo orkowie najbardziej śmierdzą (chociaż krasnoludom niewiele brakuje).